Bornholm, dzień 2

Krajobraz Bornholmu rano

Żyjemy! Przetrwaliśmy noc zdumieni mocą samoregeneracji ludzkiego organizmu. Nie wyspaliśmy się, co chwile budziło nas zimno, ale jakoś przetrwaliśmy do wschodu słońca, które szybko rozgrzało namiot.

Rano było śniadanie z ciepłej papki, na którą składała się mieszanka płatków owsianych i różnych innych zbóż z rodzynkami, orzechami, groszkami czekoladowymi i mlekiem w proszku. Wysokoenergetyczne śniadania mistrzów zawsze przybierają postać ciepłej papki, takie życie.

Podbudowani tym, że jesteśmy w stanie się ruszać i że nie zamarzliśmy w nocy, wyruszyliśmy z podmiejskiego campingu do Aakirkeby, czyli miasta położonego wokół kościoła (kirke), który nazywa się "Aa". Nie zmyśliłbym tego, serio. W centrum Aakirkeby, poza kościołem i przykościelnym cmentarzem znajduje się również pomnik gęsi.

Aakirkeby kościół Pomnik gęsi Cmentarz w Aakirkeby

Zwiedziwszy co wyglądało na ciekawe, ruszyliśmy trasą rowerową do stolicy wyspy – Rone. Marsz ciągnął się na dystansie 18 km (naprawdę nauczyliśmy się po wczoraj, pierwotny plan zakładał 23 km i wdrapanie się po drodze na najwyższy szczyt wyspy – Rytterknaegten, wznoszący się na majestatyczne 162 m n.p.m. i obdarzony wieżą widokową) i zajął 6 godzin. Po drodze minęliśmy pole golfowe, kilka farm, stawów, zagajników i polne muzeum rysunków na kamieniach.

Nie był to dzień obfitujący w wydarzenia, ale nie było też szczególnych kłopotów czy trudności. To długi i monotonny marsz w pięknej okolicy, do której zaczynamy się przyzwyczajać. Nieodparcie wracały mi tylko skojarzenia z pierwszym tomem "Władcy Pierścieni".

Droga do Rone

Około 18 obolali i zmęczeni dotarliśmy na nadmorski camping w Rone (trzeba było najpierw wzdłuż "obwodnicy" obejść całe miasto). Jesteśmy teraz na przeciwległym krańcu wyspy w stosunku do tego, z którego zaczynaliśmy w Nexo. Zeszliśmy w 2 dni 44 km i obeszliśmy ją ze wschodu, przez południe, na zachód.

Na miejscu było cicho, czysto i pusto. Na szczęście znalazł się po chwili jakiś woźny przygotowujący camping do sezonu, który wytłumaczył, że możemy się rozbić gdziekolwiek, a rano w recepcji ktoś wyda nam karty magnetyczne na prysznic. Nie zwlekając rozstawiliśmy nasz przenośny dom, zagotowaliśmy wodę na palniku turystycznym i już po chwili cieszyliśmy się ciepłym posiłkiem.

Puree ziemniaczane z proszku z mieszanką meksykańską z puszki (kukurydza, groszek, papryka) i z drobno krojonymi kabanosami. Pysznie. Jemy te rzeczy razem, dwiema łyżkami z garnka, w którym się gotowało.

Camping w Rone

Pomysłem na walkę z zimnem jest apteczkowy środek ratunkowy pierwszej potrzeby, czyli folia NRC. Taka srebrna, której używają WOPRowcy i ratownicy medyczni. W zasadzie to bardzo prosty, ale dość skuteczny izolator termiczny. Dotychczas wyścielała podłogę w namiocie i chroniła przed zimnem ciągnącym od ziemi. Teraz rozciągnę ją nad śpiworami jak koc. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

← Poprzedni post ↵ Wróć do spisu wypraw Kolejny post →
Wszystkie: Bornholm - maj 2017