Bornholm, dzień 0,5

Kołobrzeg port

Zanim jeszcze wyprawa zaczęła się na dobre, należało dostać się na wybrzeże. Z Warszawy do Kołobrzegu jedzie pociąg. PKP jak zwykle nie zawiodło i sprzedało więcej biletów niż miało miejsc w wagonach. Na szczęście swoje kupiliśmy z wyprzedzeniem i nie był to nasz problem. Na peronie na Centralnym odbywał się od rana armageddon wywołany spóźnieniem się kilku poprzednich pociągów. Tłumy ludzi przelewały się bez celu w tę i z powrotem. W końcu udało się ruszyć.

Podróż minęła bez przygód. Obserwacja przestrzeni za oknem przekonała nas jednak, że łatwo nie będzie. Lało właściwie przez całą drogę i zanosiło się na to, że w ogóle nie przestanie. Na miejscu nic się w tym temacie nie poprawiło.

Zostawiliśmy plecaki w jakimś pensjonacie i opakowani w kurtki przeciwdeszczowe ruszyliśmy na poszukiwanie portu, z którego jutro rano ruszymy na Bornholm, i ostatniego normalnego, ciepłego posiłku przez najbliższy tydzień.

Kołobrzeg, nawet pomimo deszczu, okazał się być ładnym miastem z ciekawym portem, mariną jachtową i długim falochronem, na który można wejść. Prawdziwym zaskoczeniem okazał się jednak personel Kołobrzeskiej Żeglugi Pasażerskiej.

Zabawni i przesympatyczni ludzie opowiedzieli nam wszystko, co powinniśmy wiedzieć o podróży, wyposażyli w mapy i przewodniki i poprawili humor na resztę dnia. Poszwędaliśmy się jeszcze trochę, zjedliśmy obiad i wróciliśmy do pensjonatu. Jutro rano odprawa celna, a o 7 odbijamy w kierunku Danii. Na wieczór pogoda się poprawiła.

Latarnia morska w Kołobrzegu

Fun fact: w Kołobrzegu na środku plaży stoi maszt z flagą upamiętniający drugie zaślubiny Polski z morzem.

← Poprzedni post ↵ Wróć do spisu wypraw Kolejny post →
Wszystkie: Bornholm - maj 2017