Szkolenie manewrowe

Szkolenie manewrowe 1

Znów to zrobiłem. Kurwa! Dobra, od początku.

Od jakiegoś czasu chodziła nam po głowie z Łukaszem Akademia Skipperów organizowana przez The Boat Trip. Pływaliśmy z nimi wcześniej w turystycznych rejsach i temat to pojawiał się, to znikał, ale zawsze brakowało impulsu, żeby faktycznie to zrobić. Formuła Akademii Skipperów jest dość unikalna. Mamy za sobą standardowe szkolenia żeglarskie, zęby zjedliśmy na Mazurach i małych jachtach. Nawet uczyliśmy innych i przygotowywaliśmy do egzaminów na patent. Nie mieliśmy natomiast doświadczenia w manewrowaniu dużymi jachtami morskimi w wąskich i ciasnych marinach. Akademia skupia się właśnie na tym. Łukasz dostał wychodne od Olgi. El wyraziła zainteresowanie, a ja zawsze jestem chętny na wyjazd. Spakowaliśmy się więc we trójkę do auta i pojechaliśmy do Chorwacji, do małej, nadmorskiej miejscowości pod Zadarem zwanej Biograd na Moru, żeby, o czym dowiedzieliśmy się dopiero na miejscu, "Kręcić kierą na Chorwie oraz dawać wsteka i ogień".

Szkolenie manewrowe 2

Szkolenie manewrowe 3

Szkolenie manewrowe 4

Szkolenie manewrowe 5

Szkolenie manewrowe 7

Szkolenie manewrowe 8

Na miejscu poznaliśmy resztę załogi i naszego skippera Krystiana. Równolegle odbywało się też tożsame szkolenie, tyle, że na katamaranie (stąd określenie "pójść na kata"). Przez tydzień właściwie tylko raz wyszliśmy z portu. Krótkich wypadów 200 m za główki na kąpanie i kręcenie cyrkulacji nie liczę. Całe dnie mijały nam natomiast na mozolnym ćwiczeniu manewrów portowych. Podejścia rufą. Podejścia longside. Obracanie jachtu w miejscu. W coraz węższych i ciaśniejszych miejscach. Między innymi jachtami, między znikającymi w wodzie muringami. Przy dopychającym wietrze, przy bocznym wietrze. Łukiem, driftem, z zarzuceniem rufy. Na coraz większych prędkościach. Wszystko na 14-metrowej łajbie ważącej na sucho 11 ton. Fajnie. Oczy mi się świeciły, gdy stałem za kołem sterowym.

Szkolenie manewrowe 9

Szkolenie manewrowe 12

Szkolenie manewrowe 13

Szkolenie manewrowe 14

Szkolenie manewrowe 15

Szkolenie manewrowe 16

Szkolenie manewrowe 18

Szkolenie manewrowe 19

Szkolenie manewrowe 21

Nasze jednorazowe wyjście z portu również miało praktyczny wymiar i polegało na nocnym przelocie na pobliską wyspę do portu w miejscowości Kukljica, żeby poćwiczyć zacinanie kotwicy. Następnego dnia wróciliśmy do naszych manewrów.

Szkolenie manewrowe 22

Szkolenie manewrowe 23

Szkolenie manewrowe 24

Szkolenie manewrowe 25

Szkolenie manewrowe 26

Szkolenie manewrowe 27

Szkolenie manewrowe 28

Chyba pierwszy raz w życiu byłem dłużej na jachcie nie będąc jednocześnie w rejsie. Były więc lądowe sanitariaty. Był supermarket i restauracje. Był nieograniczony prąd do ładowania elektroniki. Luksus. Wieczory mijały nam na wykładach z teorii manewrowania, organizacji rejsu, obowiązków komercyjnego skippera i oczywiście nocnych Polaków rozmowach. Trafiliśmy pod tym kątem na wyjątkowo dobrą załogę. Zebrał nam się na pokładzie zestaw nietuzinkowych osób, z których każda miała coś fascynującego do opowiedzenia. Żeglarze to raczej nie bywają ludzie z przypadku, bo za dużo trzeba się nastarać, żeby wejść do środowiska, ale tym razem naprawdę było dobrze pod względem składu.

Szkolenie manewrowe 30

Szkolenie manewrowe 31

Szkolenie manewrowe 32

Szkolenie manewrowe 33

Szkolenie manewrowe 35

Przedostatniego dnia rano, w drodze do łazienki, zupełnie trzeźwy, spieprzyłem się z trapu na keję. Trap nie był przywiązany do jachtu, o czym wiedziałem, bo zwróciłem na to uwagę poprzedniego wieczora i nic z tym nie zrobiłem. Przez noc bujania na fali i wietrze trap zsunął się na krawędź swim decku i zamienił w pułapkę. Wychodząca minutę wcześniej El na szczęście przeszła. Pode mną się zapadł. Skoczyłem do przodu, żeby nie wpaść do wody. Na keję. Keja była betonowa. Zrobiło mi się nagle bardzo gorąco, kiedy poczułem, że coś we mnie pękło. Prawy nadgarstek złamany. Lewy pęknięty. Rozpacz. Chorwacka służba zdrowia zapakowała mnie w gips. Dosiedziałem do końca kursu na przeciwbólowcach, ale więcej już nie stanąłem za sterem. El wraz z Łukaszem prowadzili do domu. Mnie czekała w Warszawie operacja, 6 tygodni gipsu i rehabilitacja. Ból był paskudny. Jeszcze bardziej paskudna była kompletna bezradność. El mnie goliła, pomagała myć zęby, karmiła. Nie chcę tego pamiętać. Na basen wróciłem w grudniu, akurat żeby pojechać na sylwestrowy obóz Palestry Pływania. Powrót do pełnej sprawności zajął miesiące.

Szkolenie manewrowe 29

← Poprzedni post ↵ Wróć do spisu wypraw Kolejny post →