Mazury

Mazury

Mam taką grupę znajmomych, z którą widuję się tylko raz w roku. Regularnie. W tym samym miejscu i terminie. Już od 5 lat, w sierpniu żeglujemy przez tydzień po Mazurach.

Mazury

Mazury

Mazury

Mazury

Mazury

Mazury

Mazury

Mazury

Zaczęło się od Pauliny, mojej koleżanki ze studiów w Gdańsku. Odwiedziła nas któregoś razu w Warszawie i jakoś przy okazji wyznała w rozmowie, że ma cały czas kontakt z ludźmi, z którymi żeglowała w rejsach akademickich i że razem pływają. Nie zastanwiając się długo wprosiliśmy się z El na kolejny taki rejs. Było to, jeśli dobrze liczę, w roku 2020. Od tego czasu pływamy razem co sezon.

Mazury

Mazury

Mazury

Mazury

Mazury

Mazury

Mazury

Mazury

Formuła jest prosta. Czarterujemy jachty gdzieś w okolicy Rucianego-Nida i spływamy na południe na jezioro Nidzkie. Poniżej portu Pod Dębem obowiązuje tam zakaz pływania na silnikach i są tylko dwa porty z prawdziwego zdarzenia. Reszta to lasy, krzaki i szuwary. Jest to więc chyba ostatni fragment szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, na którym można żeglować oldschoolowo, czyli bez farwateru, ale z nieskrępowanym i prawdziwym nocowaniem na dziko. Nie ma tam motorówek. Nie ma skuterów wodnych. Nie ma pływających dyskotek, tawern szantowych, rejsów studenckich lub szkoleniowych, które wpadają do portu jak szarańcza w 20 jachtów (sam kiedyś na takich szkoliłem, więc wiem, jaki to młyn), jest za to cisza, spokój i absolutnie wyjątkowa przyroda.

Mazury

Mazury

Mazury

Mazury

Mazury

Mazury

Mazury

Atrakcje w trakcie takiego rejsu są wielorakie. Jest dużo kąpieli. Po kilka dziennie, bo na tak małych jachtach nie ma łazienek ani pryszniców. Do tego cumowanie na dziko i bez możliwości użycia silnika wymaga najczęściej wejścia do wody. A to ktoś musi przytrzymać jacht, żeby maszt nie zahaczył o drzewo, a to ktoś inny wywozi kotwicę na kole ratunkowym, a to ktoś wypycha jacht z płycizny, kiedy czas odpłynąć. Do tego dochodzą kąpiele w trakcie pływania. Te są trojakiego rodzaju. Jeśli wieje, można się wypuścić na cumie za jachtem i dać się ciągnąć (wstyd przyznać, ale kiedyś zgubiłem El przy takiej zabawie. Cuma niby prawidłowo zaknagowana, ale zjechała zanim zdążyłem zareagować i musiałem po nią wracać. Podejście do człowieka i te sprawy). Jeśli nie wieje, można przewiązać się cumą, wypłynąć przed jacht i go holować. To akurat jest kawał treningu bo jacht waży lekko dwie tony, ale nie takie rzeczy sie z Palestrą Pływania w wodzie ciągało. Trzeci wariant jest niezależny od wiatru. To zwykłe rzucenie kotwicy i kąpiel w pobliżu jachtu. Ostatnio też sie zdarza, że ktoś bierze ze sobą SUPa. Można pływać, można skakać i robić fikołki, mozna uprawiać instagramową jogę. Wszystko można. Jako, że śpimy w większości przypadków na dziko, to prawie codziennie na brzegu wieczorem jest ognisko. Są pogaduchy, śpiewanie, gapienie się w fantastycznie rozgwieżdżone niebo. Często siedzimy do bardzo późna. W siedzeniu przy ogniu nocą jest coś magicznego. Zdarza nam się też grywać na pokładzie w erpeżki. To taka trochę moja inicjatywa. W ciagu roku gram regularnie w różnych grupach, a na Mazurach prowadzę dla chętnych sesje w marynistycznych klimatach. Po dobiciu do brzegu można zbierać grzyby lub jagody. Można spacerować po lasach lub włazić na punkty widokowe. Można wziąć udział w sesji "Łukasz, bo mnie tu coś boli" - Łukasz jest fizjoterapeutą i doradza czasem na nasze wywołane siedzącym trybem pracy bolączki. Można też siedzieć w dmuchanym różowym flamingu, popijać zimne piwko i mieć święty spokój. No i można obserwować przyrodę. Przyroda jest w tej części Mazur wspaniała. Znamy zatokę, gdzie gniazdują zimorodki. Znamy całą górkę opanowanąprzez wielkie mrówki. Widzieliśmy bobry, nury, kormorany, czaple, zaskrońce, padalce i inne jaszczurki, ważki, jakieś ptaki drapieżne, których do dziś nie potrafię nazwać. Słowem, coś pięknego.

Mazury

Mazury

Mazury

Mazury

Mazury

Mazury

Mazury

Bez silnika pływa się bardzo specyficznie. Jeśli wiatr zgaśnie, to się czeka, aż wróci. Czasem godzinę, czasem cały dzień. Jeśli zbyt entuzjastycznie spłynie się "w dół", a jest potrzeba wrócić, to trzeba godzinami halsować z powrotem. Jeśli najbliższe przecinki są wszystkie pozajmowane i nie ma gdzie stanąć na noc, to płynie się tak długo, aż się jakąś znajdzie, względnie zrobi samemu prując przez trzciny z nadzieją, że nie leży w nich ukryte powalone drzewo i że jest tam dość głęboko, żeby dojść do brzegu. Jeśli wieje mocno, to trzeba się refować (najlepiej przed wypłynięciem) lub w ogóle zrezygnować z opuszczania bezpiecznego miejsca. No i trzeba tak planować rejs, żeby mieć zapas czasu na powrót i oddanie jachtu.

Mazury

Mazury

Mazury

Mazury

Mazury

Mazury

Mazury

Te Mazurskie rejsy to dla mnie absolutny relaks. Może trochę mniejszy, kiedy to ja jestem skipperem odpowiadajacym za jacht i załogę, ale to ostatnio wypada co drugi rok. Słabo tam z zasięgiem. Sklepy, podobnie jak porty są tylko dwa. Nikt się nie spieszy, nikt nie hałasuje. Jem smacznie, pływam dużo, niczym się nie martwię. Relaks.

Mazury

Mazury

Mazury

Mazury

Mazury

Mazury

Na koniec muszę jeszcze gorąco podziękować Ani, która podzieliła się na potrzeby bloga swoimi zdjęciami. Dodaję więc sakramentalne: Fot. Anna Samuła @annasamula

← Poprzedni post ↵ Wróć do spisu wypraw Kolejny post →