Wulkany

Wulkany 1

Często się zdarza podczas rozmów o podróżach, że ktoś z słuchaczy mówi "ale fajnie. Też bym tak chciał/a" i zazwyczaj nic z tego nie wynika. Tym razem było inaczej. Podczas któregoś spotkania towarzyskiego, chyba u Szpikerów, Tomasz z Natalią oświadczyli, że kiedy bedziemy organizować kolejny rejs, to mamy się odezwać bo popłyną z nami. Zazwyczaj mam wobec takich deklaracji, szczególnie czynionych po pijaku, zdrową dozę sceptycyzmu, ale nic mnie nie kosztuje uczynić zadość takiej prośbie, więc najczęściej to robię. Ku mojemu zdziwieniu, kiedy jakieś pół roku po rzeczonej rozmowie, zakomunikowaliśmy, że płyniemy z zaprzyjaźnionym Piotrem z GlobTourist na Wyspy Liparyjskie, Tomasz z Natalią poprosili o szczegóły i potwierdzili, że płyną z nami. Zrobiło mi się ciepło. W takich sytuacjach odpala mi się lęk, że jeżeli coś będzie nie tak, to to będzie moja wina. Że zachwalałem, jak jakiś kłamliwy marketingowiec i nie dowiozłem. Trudno. Trzeba się postarać i tyle.

Wulkany 22

Spotkaliśmy się końcem września na lotnisku w Katanii i ruszyliśmy autobusem wzdłuż Sycylijskiego wybrzeża do portu w Tonnarelli, po drodze mijając groźny i majestatyczny masyw Etny. Na miejscu byliśmy dość wcześnie, więc przyszło nam czekać w portowej knajpce na zaokrętowanie. W międzyczasie padał deszcz. Poznaliśmy resztę załogi, podzieliliśmy wachty i ruszyliśmy do chyba najbardziej oddalonego od portu "najbliższego" supermarketu, jaki widziałem. Zakupy na cały tydzień pojechały na jacht taksówką, a my wróciliśmy pieszo. Po ciemku. Na szczęście kajuty wylosowaliśmy dobre, więc w miarę wygodnie się spało.

Wulkany 23

Wulkany 24

Podczas tego rejsu odwiedziliśmy:

  • Salinę,
  • Stromboli,
  • Lipari,
  • Vulcano

Wulkany 2

Salina jest przepiękna (i pełna kotów, jak Hydra, które dodatkowo są tu pod prawną ochroną). Moje pierwsze skojarzenie było takie, że gdybym postanowił uciec gdzieś żeby napisać powieść albo tomik poezji, to szukałbym właśnie takiego miejsca. Poza klimatem starego portowego miasteczka urzekły nas restauracja Nni Lausta i granita w kawiarni Da Alfredo. Po drodze do kawiarni natknęliśmy się jednak na absolutną perełkę - winnicę Hauner Winery. Lipary są wyspami wulkanicznymi, więc gleba jest tu wyjątkowa. Ktoś postanowił z tego faktu skorzystać i zaczął hodować winogrona we wiadomym celu. Mimo porannej pory załapaliśmy się na impromptu degustację, podczas której córka właścicieli (bo oczywiście, że to jest rodzinny biznes) opwiadała nam o winach, o wyspie, o tym, że jej dziadek maluje i etykiety na butelkach to reprodukcje jego prac. Dość powiedzieć, że obkupiliśmy się tam na resztę rejsu, a przynajmniej tak nam się wtedy wydawało.

Wulkany 3

Wulkany 4

Ostatnia z rzeczy wyróżniających Salinę to kapary. W życiu nie jadłem takich kaparów. Okazuje się, że te smutne kwaśne kulki w słoikach, które można znaleźć w supermarketach to daleki cień tego, czym może być kapar. Wychodzi na to, że podróże faktycznie kształcą.

Wulkany 5

Wulkany 6

W drodze na Stromboli mijaliśmy zachodni brzeg wyspy, który jest w zasadzie przede wszystkim zboczem aktywnego wulkanu. Coś tam raz na czas spływa do morza. Szczyt dymi, czasem trzęsie się ziemia. Mieszkańcy są wyluzowani. El wypatrzyła też płynącego sobie spokojnie przy powierzchni żółwia morskiego. Na noc staliśmy na boi. To znaczy, że jacht unosił się na morzu z dala od brzegu, a w miejscu trzymała go zakotwiczona w dnie boja. Dookoła było pełno innych jachtów cumujących w ten sam sposób. Stanie na boi oznacza (poza świetnym snem i takim naprawdę morskim klimatem wieczorem), że nie ma się prądu z lądu (nie działają gniazdka 230V, tylko 12V z akumulatora) ani dostępu do lądowych sanitariatów. Trzeba brać prysznic na jachcie. Na ląd zabierała nas wodna taksówka, co jest eufemistycznym określeniem na młodego chłopaka z pontonem. Na błąkaniu się po wyspie zeszło nam do wieczora. Zagadaliśmy się z mieszkającą tam Polką, zjedliśmy coś, czas uciekł. Skończyło się na tym, że na motorówkę musieliśmy poczekać, aż pirs zwolni prom, który właśnie przypłynął z Sycylii. Kiedy w końcu zeszliśmy na wodę okazało się, że zapomnieliśmy, nazwy naszego jachtu. Kompromitacja. Na szczęście chłopak z pontonem miał dobrą pamięć.

Wulkany 7

Wulkany 8

W czasie, gdy my chillowaliśmy na lądzie, wszędobylska i ciekawska Monika popłynęła z lokalsami na fakultatywną wycieczkę i udało jej się zrobić zdjęcia nocnej erupcji Stromboli. Szacun i zazdroszczę. Efekt wycieczki poniżej.

Wulkany 20

Po opuszczeniu wyspy-wulkanu wypadło nam spędzić dwa dni na wyspie, od której archipelag wziął swoją nazwę - Lipari. Zatankowaliśmy jacht na morskiej stacji benzynowej, oglądaliśmy jak obok tankuje ogromny drobnicowiec, odpoczywaliśmy, spacerowaliśmy i ukradkiem szukaliśmy prezentu.

Wulkany 9

Wulkany 10

Wulkany 11

Ostatnią odwiedzoną przez nas wyspą była Vulcano. Nie ma co się zastanawiać, wyspa Vulcano, na której jest wulkan Vulcano. Proste. Wulkan Vulcano ma tę zaletę, że można wejść na jego kalderę. Jest normalny szlak turystyczny. Nie żeby był wygasły. To normalny aktywny wulkan, ale wejść można. Zazwyczaj. U podnóża są światła. Takie zwykłe, drogowe. Czerwone znaczy, że nie wolno wchodzić, zielone, że wolno. No ale jeśli się przypłynęło z daleka i bardzo się chce... Vulcano śmierdział siarką, dymił i całą drogę martwiłem się, że wypluje tlenek albo dwutlenek węgla, który zabije nas bez ostrzeżenia. Nie wypluł, a z góry był fantastyczny widok na wszystkie okoliczne wyspy. Wieczorem wydobyliśmy z ukrycia prezent i wyprawiliśmy Tomaszowi urodziny. Zaskoczenie było całkowite.

Wulkany 12

Wulkany 18

Wulkany 19

Wulkany 21

Przedostatniego dnia wróciliśmy do Portorosa Marina w Tonnarelli. Całą drogę wiało i bujało. Załoga przybierała na twarzach odcienie szarości i zieleni, ale jakoś się trzymaliśmy. Po wejściu do portu posprzątaliśmy łódkę, spakowalismy się i rano, po śniadaniu rozjechaliśmy. Część załogi została na Sycylii i kontynuowała zwiedzanie, El i ja złapaliśmy samolot do Katowic. Ale to Katowickie lotnisko jest chujowe. Dramat. Niby rozumiem, że tanie linie nie zapewnią luksusów, ale barak zamiast terminalu, to jednak przegięcie. Przyszło nam poczekać trochę na autobus, który zabrał nas do centrum na dworzec PKP, ale całośc trudów wynagrodził czeski pociąg do Warszawy. Nie, nie Regio Jet. Taki zwykły PKP, tylko jadący z Pragi. Wagony miał inne, niż te zwykłe, a kelner w WARSie mówił po czesku. Uwielbiam czeski. Nie mogę się nie uśmiechać, kiedy ktoś przy mnie mówi w tym języku. Do domu dotarliśmy wieczorem.

Wulkany 13

Wulkany 14

Wulkany 15

Wulkany 16

Wulkany 17

Na koniec winien jestem jeszcze podziękowania Tomaszowi, który podczas rejsu wypomniał mi, że od 5 lat nie przeczytał nic nowego na blogu i że powinienem coś z tym zrobić.

No to zrobiłem. Mam nadzieję, że się podoba. Dzięki Tomasz.

← Poprzedni post ↵ Wróć do spisu wypraw Kolejny post →