Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

30.05.2026
To był dzień długiego przelotu. Naszego najdłuższego. Rano szybko skoczyliśmy po zakupy, uzupełniliśmy wodę, wyrzuciliśmy śmieci i ruszyliśmy na południowy wschód. Flauta. Większość drogi płynęliśmy na silniku. Silnik ładował akumulatory i podgrzewał wodę. Po drodze odkryłem, że mamy na pokładzie inwerter prądu stałego. To dobra wiadomość, bo dotychczas nie miałem sposobu ładowania komputera inaczej, niż prądem z lądu. Teraz limituje nas w tej kwestii już tylko paliwo.
Słońce paliło niemiłosiernie. Zgrzało nas do tego stopnia, że w połowie drogi postawiliśmy jacht w dryfie i wyskoczyliśmy za burtę schłodzić się w morzu. Fantastyczne uczucie. Głęboko tak, że echosonda nie miała skali. Ląd gdzieś w oddali, a na środku tego bezkresu tylko my i jacht. Kąpiele w otwartych wodach są awesome. W drugiej połowie dnia się rozwiało. Niestety od dziobu. Nie mogliśmy jednak nie skorzystać z takiej szansy, więc ostatnie 3,5 godziny rejsu halsowalismy mozolnie na żaglach wzdłóż brzegu Evii, to zbliżając się do niego, to oddalając. Wiatr osiągał 15 węzłów, fala była stroma i krótka. Amathea pruła fale i skakała między nimi. Było męcząco, ale przyjemnie. Przepłynęliśmy tego dnia 40 mil (134 total). To było trochę za dużo na tylko 2 osoby załogi, bez podziału na wachty i wyraźnego okresu odpoczynku. Zajęło nam to 10,5 godziny.
Wieczorem stanęliśmy longside w wewnętrznym basenie przemysłowo wyglądającego portu Kimi. Miejsca było dużo. Port w niczym nie przypominał ciasnych i gwarnych marin jachtowych. Czuliśmy się tu mali na naszej łupinie pośród statków transportowych i innych większych jednostek. Padałem na pysk, ale przeszedłem się jeszcze ostatkiem sił po porcie w poszukiwaniu okazji do zdjęć. W portach zawsze da się wypatrzyć coś ciekawego.

Sporady - tydzień 2.

31.05.2026
Po wczoraj spaliśmy jak zabici. Nie przeszkodziło nam to jednak w tym, żeby wyruszyć o 9. Prawdę powiedziawszy, to w porcie i tak nie dawało się wytrzymać. Było gorąco i kompletnie nie wiało. Gdy tylko jednak minęliśmy półwysep, którego nazwy nie potrafiłem ustalić, rozwiało się z zachodu do 14 węzłów. Dobra nasza. Polecieliśmy baksztagiem łamanym na półwiatr na północny wschód, na wyspę Skiros. Dobrze, że zdążyliśmy zjeść śniadanie zanim zaczęło bujać. W dobrych humorach śpiewaliśmy szantę o mewach na beczce. Płynęliśmy jednym halsem ze stałą prędkością i prawie tym samym kursem przez pół dnia. O 15 dopłynęliśmy do mariny Linaria. Przepłynęliśmy 25 mil (159 total).
Linaria to ewenement na skalę Grecji. Obsługa (2 osobowa) asekuruje przy cumowniu z pontonu i z lądu. Skipper dostaje broszurę informacyjną we własnym języku razem z mapą wyspy. W cenie (liczonej od powierzchni, nie długości jachtu - w naszym wypadku 21 euro) jest prąd, woda, lądowe prysznice i toalety, Wi-fi, OC, utylizacja śmieci, szarej wody, oleju, akumulatorów i różnych innych rzeczy, wózki na zakupy, parking dla rowerów i skuterów. W marinie jest też keja podświetlana nocą, półeczka na bookcrossing, stacja benzynowa, tawerny, kawiarnie i platforma kąpielowa po zewnętrznej stronie falochronu. Za całość tego miejsca odpowiada Sakis, gość, o którym krążą w internetach legendy, i faktycznie coś musi być na rzeczy. Jako wisienka na torcie - wieczorem jest pod prysznicami impreza disco. Serio. Zwykłe sufitowe światła są wygaszone, a zamiast nich wirują kolorowe. Jest maszyna puszczająca bańki mydlane w powietrze, z głośników dudni disco z lat 70’ i 80’. Sztynort koniecznie powinien to podłapać.
Obiad zjedliśmy w lokalnej tawernie. Dla odmiany od gotowania na jachcie. Były ryby na różne sposoby i kozina z frytkami. Pyszności. Wieczorem zalegaliśmy na pokładzie. Ja oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie wygrzebał czegoś w bookcrossingu. Znalazłem bardzo fajną ksiązkę na temat śmierci Kit'a Marlow'a, która rozdmuchuje uznane za oczywiste od kilkuset lat okolicznosci śmierci poety podkreślając, że nic w tej historii nie jest takie jasne, jak się wszystkim wydawało, a wiele wskazuje, że Marlow był uwikłany w działania Elżbietańskiego wywiadu i zginął w związku z działalnością szpiegowską. Fascynująca historia. El wygrzebała dla siebie jakiś włoski kryminał.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

01.06.2026
Dziś dzień dziecka. Wypłynęliśmy o 1045, bo wcześniej przyszło nam czekać godzinę w kolejce na stację benzynową. Zatankowałem 49 litrów oleju napędowego (pół baku) i poczułem się pewniej. To było też moje pierwsze samodzielne tankowanie z wody. Poszło znośnie.
Wypłynęliśmy z Linarii na zachód. Skrótem przez płytką i wąską cieśninę Steno Valaxa i obok pustej płaskiej wyspy o groźnej nazwie "Erynia". Yep, od razu włączyła mi się ochota na sięgnięcie po Sandmana. Gaimanowska interpretacja Pań Łaskawych idealnie oddaje ten najbardziej bolesny aspekt mitu - że źródłem ich siły jest poczucie winy jątrzące ofiarę.
Dotrałszy na północny skraj Skiros rzuciliśmy kotwicę przy Paralia Agalipa. Przepłynęliśmy 11 mil (170 total). Jasny piasek na dnie był śliczny, ale słabo trzymał. Pięć razy zacinaliśmy kotwicę. W końcu chwyciła, ale daliśmy też cumę na ląd na kamień. To także klasycznie grecka technika. Używa się do tego długich pływających cum, które są tu standardowym wyposażeniem. Przypięcie się do lądu, najlepiej dwiema szeroko puszczonymi cumami z rufy stabilizuje jacht. Uniemożliwia mu krążenie wokół kotwicy ze zmiana prądu lub wiatru. Po upewnieniu się, że jacht stoi popłynęliśmy pontonem na sąsiednią plażę zobaczyć leżący na niej wrak. El ćwiczyła z rufy skoki na główkę.
Wieczorem się rozwiało, a prognoza sugerowała, że to dopiero początek. Na wszelki wypadek ustaliliśmy wachty kotwiczne po 2 godziny. Nic tak nie wyrywa człowieka z koi, jak rozbicie się jego pływającego domu o skały. Nie chcieliśmy tego, więc trzeba było przypilnować obejścia. Około północy wiatr i fala zaczęły odpuszczać, krótko po drugiej było na tyle spokojnie, że nie budziłem już El na kolejną zmianę i położyłem się spać. Zanim jednak to nastąpiło, przyszło mi oglądać przepieknie rozgwieżdżone niebo. Siedziałem przy czerwonej lampce słuchając podcastu o Orbital Blues rpg, podjadając sałatkę z marynowanych anchovies i gapiąc się w gwiazdy.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

02.06.2026
Kotwica wytrzymała. Wypłynęliśmy o 7 w planie był przelot na Alonnisos. Zanim to nastąpiło musiałem zejść do zimnej wody i manewrować między meduzami, które nawiał tu nocą wiatr żeby zdjąć cumę ze skały przy brzegu.
Znów płynęliśmy półwiatrem. Prawie prosto na zachód. Przez większość trasy trzymaliśmy solidne 5 węzłów. Około południa ktoś wyłączył wiatr. Zgasło kompletnie, więc resztę drogi odbywaliśmy na silniku.
Z naszej zatoki najkrótsza droga na Alonnisos wiedzie w kierunku NW, z koniecznością opłynięcia Skantzoury, ale nie mogliśmy tak płynąć. Najkrótsza droga wpakowałaby nas na teren Morskiego Parku Narodowego „Alonisos-Sporady Północne”, po którym co prawda można żeglować, ale trzeba płacić za bilet. Mieliśmy to w planach, ale jeszcze nie teraz. Bilet jest dość drogi i nie ma sensu kupować go po to, żeby uciąć 2 godziny rejsu skracając drogę. Kary za brak biletu są jeszcze droższe, więc najlepiej po prostu nadłożyć drogi.
W trakcie naszego pyrkania na silniku kursem W, nagle zawyła UKFka. Zanim ustaliłem co się stało, wywołała nas stacja nadbrzeżna Olympia Radio pytając, czy nadaliśmy przed chwilą wezwanie pomocy. Zmieszany wyjaśniłem, że nie, że wszystko ok i "device malfunction". To była moja pierwsza w życiu niesymulowana łączność radiowa i od razu dotyczyła fuckupu. Instruktorzy byliby dumni. Do dziś nie wiem, co dokładnie się stało. Radio nie powinno samo z siebie nadać SOS.
O 13 było pranie. Relingi ozdobiła bielizna na relingach. Krótko później przeleciał nad nami myśliwiec F16. Jeden ze 170 wchodzących w skład Hellenic Air Force. Kiedy piszę „nad nami” nie mam na myśli pułapu 10 tys. metrów, na którym widać tylko mały ciemny punkcik na niebie. Przeleciał tak nisko, że prawie dało się odczytać oznaczenia na ogonie. Nisko latające eskadry myśliwców w tym regionie miały nam od tego czasu towarzyszyć już do końca rejsu. Ich obecnośc ma zapewne zwiazek ze zbrojeniem się skonfliktowanej z Grecją od lat Turcji.
Przepłyneliśmy 23 mile (203 total). O 16 stanęliśmy w małym rybackim porcie Votsi na Alonnisos. Na Alonnisos są dwa porty. Jeden gwarny miejski przy promie i tawernach z ciemną, brudną wodą i drugi rybacki cichy, spokojny, śliczny, z super przejrzystą wodą. Jedyny minus ma taki, że trzeba w nim stawać na kotwicy i ciągnąć cumy do skał na brzegu, a na ląd pływać pontonem. Poradziliśmy sobie i z tym. Z racji fantastycznej wody pokusiłem się o zanurkowanie do kotwicy, żeby sprawdzić, czy trzyma. Zszedłem na 7,5 m, co jak na mnie jest całkiem dobrym wynikiem. Wyszło też na jaw, że kotwica nie trzymała za dobrze. Leżała na boku. Obróciłem ją i zaciąłem na tyle, na ile byłem w stanie stojąc na dnie. Poza nami cumowało tu jeszcze kilka jachtów. Jacyś Włosi, Kandadyjczycy, oczywiście również Polacy. Część portu przy kei należała do rybaków. Wieczorem wybraliśmy się na spacer, żeby sprawdzić dostępne sklepy (potrzebowaliśmy uzupełnić prowiant), możliwość zatankowania wody (niestety tylko w głównym porcie) i szczegóły poruszania się po morskim parku narodowym, który obejmował kolejny etap naszej podrózy.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

03.06.2026
Zostaliśmy w Alonnisos cały następny dzień. El popłynęła rano pontonem po świeże ryby i krewetki na obiad. Ja odespałem poprzednią noc. Później było śniadanie i szybki wypad po zakupy, żeby zdążyć zanim zacznie się ogień z nieba. Wożenie zgrzewek mineralnej naszym pontonem. Później było mycie łódki uwieńczone kąpielą dla schłodzenia po całym tym wysiłku i wreszcie siesta. Dostosowując się do lokalnych zwyczajów między 13 a 17 staramy się nie robić nic poza okazyjnym wskoczeniem do wody, wypiciem zimnej frappe i czytaniem książek. Jest tak gorąco,że nie ma sensu się ruszać, a przynajmniej opuszczać cienia. Człowiek może się najwyżej nabawić udaru. Trzeba szanować sjestę. Udało nam się jeszcze nabrać w tym czasie nowych umiejętności: nauczyliśmy się jak prawidłowo smażyć ryby oraz obierać i smażyć krewetki.
Wieczorem wystroiliśmy się ładnie, żeby pojechać do Chory, czyli starej wsi Alonnisos mieszczącej się na szczycie pobliskiej góry. Wspólcześnie to rodzaj zamieszkałego skansenu. Wioska została w znacznej części zniszczona przez trzęsienie ziemi w 1965 r. Mieszkańcy przez 2 następne lata mieszkali w namiotach. Większość z nich ostatecznie zdecydowała się przesiedlić w pobliże portu, co dało początek aktualnemu Alonnisos. Niektórzy mieszkańcy nie odpuścili i odbudowali wioskę na szczycie góry z zachowaniem historycznego stylu. Jest tam mnóstwo restauracji, kawiarni, mieszkań na wynajem i fantastyczne widoki w każdą stronę. Zabudowa jest po grecku kolorowa i pieczołowicie zadbana. Po 2 godzinach zwiedzania wylądowaliśmy w małej kawiarni na kawie po grecku i charakterystycznym dla regionu gąbczastym cieście nasączonym syropem pomarańczowym. Wieczorem, po powrocie było jeszcze czytanie i nierówna walka z komarami.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

04.06.2026
Wstaliśmy o 7. Szybko oddaliśmy cumy ze skał przy pomocy dinghy i popłynęliśmy do portu miejskiego po wodę. Postój kotwica + cumy z rufy. Idzie nam coraz sprawniej, ale dobrze, że pomogła turystka na brzegu. El skoczyła po krewetki, ja zatankowałem wodę. Po 20 minutach odpływaliśmy. O 0830 byliśmy już poza portem i w drodze do parku.
Morski Park Narodowy „Alonisos-Sporady Północne” to instytucja wyjątkowa. To największy w Europie morski obszar chroniony (2,265 km2), oddalony od ludzkiej aktywności i dający schronienie niezliczonej liczbie dzikich zwierząt. Żyje tu kilka gatunków delfinów, foki-mniszki, sokoły, orły, kozy, nawet kaszaloty. Organizacyjnie zrobione jest to tak, że obszar morski parku objęty jest rtestrykcjami połowów i działalności przemysłowej, a na wyspach obowiązują różnego rodzaju zakazy. Do niektórych w ogóle nie można się zbliżać. Przy innych można kotwiczyć, ale bez schodzenia na ląd, przy jeszcze innych można zejść, ale nie wolno opuszczać plaży i wchodzić w głąb wyspy. Jeśli chodzi o kotwiczenie przy wyspach nocą to dozwolone jest to tylko w dwóch konkretnych zatokach. Odwiedziliśmy obie, nocowaliśmy w tej bardziej odludnej.
Zanim jednak to się stało, to wytrzęsło nas straszliwie. Płynęliśmy przesmykiem między Alonnisos a Peristerą, a później na NE wokół Kyra Panagia. Prawie całą drogę miotały nami na prawo i lewo szalone, nieregularne, martwe fale z każdego kierunku. Widmo choroby morskiej nabrało tego dnia bardzo realnego kształtu. Minęliśmy w oddali wyspę Gioura, na której według mitu Odyseusz oślepił Polifema, czym jak wiadomo zaskarbił sobie dozgonną sympatię jego ojca - Posejdona. W końcu opłynęliśmy Kira Panagia i stanęliśmy w pięknej, jak górskie jezioro zatoce Ormos Planitis. Dopłynęliśmy o 1330. Po 5 godzinach rejsu przepłynęliśmy 21 mil (224 total).
Kira jest jedną z wysp objętych zakazem schodzenia na ląd, ale to właśnie na niej dozwolone jest kotwiczenie nocą. Ormos Planitis to zatoka północna, ta bardziej oddalona od świata. Po przeciwnej stronie wyspy jest zatoka południowa - Ormos Agios Petros Na wyspie żyją kozy, kilku pasterzy i mnich. Jeden. Dozoruje opuszczony monastyr zakonu, do którego formalnie należy wyspa, chyba jeszcze od średniowiecza.
W zatoce były kąpiele, opłynięcie zatoki pontonem, jedzenie krewetek na obiad. A na koniec przyszła wichura. Na szczęście nie burza, ale i tak psuła humor. Później przyszła też burza. Na szczęście bokiem. Oglądaliśmy błyskawice nad górą kryjącą zatokę od zachodu. Później zlał nas deszcz. Wszystko to w pomarańczowym świetle zachodzącego słońca. Co wyprawa, to przygoda. Zawsze tak mamy. W nocy wszystko ucichło. Pokazały się gwiazdy, jakich jeszcze nigdy nie widziałem. Ciemność była całkowita. Księżyc schowany za górami, od najbliższych ludzkich siedzib całe kilometry morza. Rozedrgane powietrze sprawiało, że gwiazdy migotały. Były ostre, jasne, wyraźne i była ich nieskończoność.
To był północno-wschodni kraniec naszej podróży. Od jutra płyniemy już w stronę portu macierzystego.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

05.06.2026
Wypłynęliśmy o 10. Poranek był słoneczny. Niebo bezchmurne. Fala mała. Wiatr umiarkowany. Żeglarska pogoda. Wrócił też internet, który w zatoce zasłaniały góry. W południe stanęliśmy na kawę w Ormos Agios Petros. Były kąpiele i nurkowanie. Było też towarzystwo innych jachtów. Po godzinie podnieśliśmy kotwicę bo zrobiło się zwyczajnie tłoczno. Został nam tydzień na powrót. Czuć dziś pewną schyłkowość. Płynęliśmy głównie na silniku, wzdłuż zachodniego brzegu Alonnisos. O 18 stanęliśmy w porcie miasta Skopelos mieszczącego się na wyspie o tej samej nazwie. Na wejściu do portu przyszło nam minąć się z wielkim, w porównaniu z nami, promem. Przepłynęliśmy 27 mil (251 mm total). Postój 4 kosztował euro. Kartę na prąd i wodę można było dostać w lokalnym sklepiku. Skopelos to popularne turystyczne miasto. Nie tak bardzo jak Skiathos, które ma własne lotnisko, ale i tak do 3 w nocy grała dyskoteka. Byłem tak zmęczony, że było mi to obojętne.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

06.06.2026
Wstaliśmy o 8 i poszliśmy biegać. Biegliśmy wzdłóż północnego pirsu i falochfonu, wzdłuż portu, a później wzdłuż plaży. Razem z drogą powrotną uzbierało się tego 5 km. Akurat na rozbudzenie. Później było śniadanie i wyprawa do pralni.
Miasteczko jest absolutnym chaosem. Ulice wiją się łukami i zakolami. Co chwilę zmieniają wysokość, bo miasteczko leży na zboczu góry. Szerokość ulic również jest mocno zmienna. Na szczęście ślepe ulice należą do rzadkości. Można się tam błąkać godzinami, czego postanowiliśmy spróbować wieczorem. Napstrykałem zdjęć, kupiliśmy kartę na prąd i wodę z kei i wróciliśmy na jacht rozwiesić pranie.
W południe zadzwonił Piotr z Globtourist zapytać jak nam idzie. Piotr trochę mi mentorował na poprzednich rejsach i radził jak pływać a jego firma pośredniczyła nam w charterze. Bardzo miło z jego strony, że się o nas martwi. Na szczęście radzimy sobie dobrze. Pływanie tylko we dwójkę jest momentami wymagające, ale większość problemów można pokonać dobrym planowaniem (podział ról i kolejność czynności podczas manewrów, plan B na wypadek niepowodzenia manewru, sprawdzanie prognozy kilka razy dziennie i posiadanie na każdym przeskoku portu lub zatoki awaryjnej na wypadek, gdyby nie dało się dotrzeć do docelowej) i zachowawczym podejściem (nie pływamy w nocy, nie pchamy się w złą pogodę, robimy postoje regeneracyjne, nie przesadzamy z dystansem). Ogólnie rzecz ujmując, jesteśmy ostrożni i to pozwala nam unikać kłopotów.
Zgodnie z planem wieczorem ruszyliśmy błąkać się po tym przepięknym starym mieście. Znaleźliśmy przepyszną lodziarnię To Kafasi, a na koniec usiedliśmy w barze The Beatnik. Jest otwarty codziennie, od 10 rano do 3 w nocy, przez cały dzień serwuje klasyczne drinki i gra jazz i bluesa. Mógłbym tu zamieszkać. Siedziałbym całymi dniami przy małym stoliku na ulicy, pisał odręcznie wiersze i listy do przyjaciół, albo nawet powieść na takiej staromodnej analogowej maszynie do pisania. Pełna hipsterka. Tak, wiem, że gadam o tym już któryś post z rzędu.
W pewnym momencie sielance i pysznym drinkom musiał jednak nastać kres. Ruszyliśmy na jacht. W drodze na keję zauważyłem, że port ma swojego DJ’a. Nad brzegiem stał typ z głośnikami i konsolą i grał "na wodę". Miał bardzo dobry set. Na koniec dnia mieliśmy jeszcze podejście do kolejnej movie night, ale oglądanie wybranego na tę okazję horroru zakończyło się piskiem w ciągu 3 minut od napisów początkowych. Poszliśmy spać, a usypiała nas niosąca się po całym porcie Candy Dulfer ze swoim nieśmiertelnym „Lily was here”.
Fun fact: dzięki uprzejmości i szerokim kontaktom Maćka dane nam było lata temu posłuchać jej na żywo w Sali Kongresowej. Świetny koncert.
Poniżej wybrane zdjęcia Skopelos. Oglądajcie i zachwycajcie się. Jest czym.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

Sporady - tydzień 2.

← Poprzedni post ↵ Wróć do spisu wypraw Następny post →