Skitury

Skitury 2

Trochę na kanwie ubiegłorocznego kursu górskiej turystyki zimowej zastanawialiśmy się z Kubą nad jakimś szkoleniem skiturowym. Szkoła Górska 5+ zrobiła na nas poprzednio dobre wrażenie, więc wybór padł na nich. Dziewczyny nie były zainteresowane więc pomysł na męski weekend ułożył się sam. Żeby w miarę swobodnie zameldować się przy wejściu do Tatrzeńskiego Parku Narodowego już ze sprzętem w sobotę rano wyruszyliśmy w piątek po pracy i przenocowaliśmy u babci Kuby mieszkającej w pobliżu zakopianki. Z przyjemnością potwierdzam, że owiane legendą umiejętności kulinarne i gościnność babci nie były przesadzone.

Rano pojechaliśmy do wypożyczalni po sprzęt, a później do Kuźnic. Na miejscu poznaliśmy instruktora i resztę łącznie 5-osobowej ekipy. Po krótkim wstęnym objaśnieniu planu działania i zasad poruszania się na skiturach ruszyliśmy na Kalatówki. Uruchamiane zimą szlaki skiturowe różnią się swoim przebiegiem od zwykłych szlaków pieszych. Sam sprzęt też mocno różni się od zwykłych nart zjazdowych. But i wiązanie działają w dwóch trybach. Zjazdowy, czyli sztywne połączenie i sztywny but i podejściowy, w którym pięta buta może się unieść, jak na biegówkach, a sam but rozluźnia się w kostce umożliwiając stawianie kroków. Do tego wszystkicgo dochodzą zakładane na wiązania harszle, czyli metalowe kolce blokujące przed zjechaniem do tyłu na lodzie i foki, czyl zakładane na spodnią stronę nart na całej długości pasy gładkie w kierunku od przedo do tyłu i szorstkie w przeciwnym. Całość pozwala podchodzić nawet pod strome i oblodzone wzniesienia. W teorii. Podejście na Kalatówki stanowiło solidną rozgrzewkę, a na miejscu przez resztę dnia ćwiczyliśmy na pobliskich wzniesieniach techniki poruszania się. Warunki były trudne. Śniegu było mało i był mocno zmrożony (foreshadowing). Nocowaliśmy w schronisku na Hali Kondratowej.

Skitury 1

W niedzielę po śniadaniu ruszyliśmy na Kasprowy Wierch. Zbocze spowijała mgła, a ze mną było coś nie tak. W połowie drogi odcięło mi paliwo. Tak kompletnie. Zrobiło mi się bardzo zimno. Zacząłem się trząść. NIe miałem siły iść dalej. Wejście na szczyt było bardzo mozolne. Doczłapałem się w końcu, ale zamist spędzić przewidziane na miejscu 2 godziny na stoku po drugiej stronie Kasprowego, zostałem w schronisku domawiając kolejne herbaty i pochłaniając czekoladę. Wtedy nie miałem pojęcia, co się stało. Dziś myślę, że (mimo pożywnego śniadania) wyczerpałem zapas glikogenu i spotkałem coś, co maratończycy nazywają "ścianą". Zamiast jeżdżenia na nartach były drgawki. Kiedy grupa wróciła ze stoku czułem się lepiej. Przyszła pora kończyć dzień i cały weekend w górach. Trasa powrotu biegła po stoku Kasprowego na Kalatówki, a później do Kuźnic.

Przyczyn wypadku było kilka. Wcześniejsze zmęczenie, mocno oblodzony stok, brak możliwości rozjeżdżenia sie w czasie, kiedy byłem w schronisku. Najważniejszą chyba były jednak moje zbyt małe umiejętności zjazdowe. Dość powiedzieć, że w połowie zjazdu, kiedy zostałem z tyłu, odjechała spode mnie dolna narta, świat zawirował, a o konieczności mierzenia sił na zamiary bezwzględnie przypomniał wywołany walnięciem o lód ból prawego ramienia. Doczołgałem się z pomocą instruktora na Kalatówki, a później nafaszerowany Ketonalem zjechałem na parking. Nawet energicznie odpychałem sie kijkami. Odwiozłem Kubę do Warszawy, oddawszy po drodze sprzęt, a późnym wieczorem zgłosiłem się na SOR. Zwichnięcie stawu barkowo-obojczykowego oznaczało 2 operacje, rehabilitację, ból i nerwy. Lekcja z gatunku tych kosztownych.

Skitury 3

← Poprzedni post ↵ Wróć do spisu wypraw Kolejny post →